sobota, 24 grudnia 2016

Rozdział 31




Z satysfakcją wpatruję się w klęczącą na ziemi postać. Mogę zrobić z nim wszystko, czeka na mój wyrok. Tylko co zrobić, żeby naprawdę cierpiał?

Kenji staje obok mojego tronu i zbliża wargi do mojego ucha.

– To palant i egoista. Dba tylko o siebie. Powinna to być kara, która będzie dotykała go bezpośrednio. Po pierwsze, proponuję samotność, po drugie, strach, po trzecie, tortury –  szepcze.

 Mamy odpowiednie miejsce? – odwracam ku niemu twarz.

Pstryka i uśmiecha się po łobuzersku.

 Możemy mieć – wypowiada już głośniej, aby skazany mógł go usłyszeć.

Krzywię się, gdy morderca zabiera głos.

– Najwyższa królowo, cieszę się, że cię spotkałem. Choć myślałem, że piekłem rządzi facet. Rozumiem, że to już koniec mojej wędrówki, mój dom?

  Nie boisz się? –  pytam gorzko

 Czego mam się bać, to piekło, wszyscy tu mają interesującą przeszłość kryminalną, nadaję się jak ulał. Może nawet cię zdetronizuję –  puszcza oczko.

Fuj. Spoglądam na Kenji’ego, też się krzywi. Prycham.

 Nienawidzę cię koleś i uwierz, nie będzie ci tu miło. Pamiętasz tę kobietę, którą zabiłeś osiem lat temu? Pamiętasz jej krzyk? Tego dnia zniszczyłeś życie wielu ludziom, w tym mi. Pamiętasz dzień, w którym zginąłeś? Miałam sprawić, żebyś przeżył i trafił do Raju. Ups, nie wyszło. A teraz psie, będziesz cierpiał przez wieczność nieludzkie katusze i nikt, kurwa, nikt cię nie usłyszy, nie pomoże ci! Będziesz gnił samotnie, nie wiedząc co się dzieje –  jakby na potwierdzenie moich słów jego ciało zaczyna gnić, a on wpada w płacz i zaczyna błagać o zbawienie.

Jego szloch jest dla mnie kojący. Odczuwam ulgę, jakby cały mrok znikał. Trzeba było wcześniej się nim zająć. Koleś cały się opluwa, jest żałosny, chyba nie tak wyobrażał sobie śmierć. Po chwili już go nie ma.

Kenji kuca przede mną, z dnia na dzień jego oczy nabierają coraz bardziej czerwonej barwy.

 On ci zrobił to wszystko? Sukinsyn i do tego obrzydliwy pijak. Zajrzałem mu do głowy, wolę o tym zapomnieć. Masz wódkę? – siada na poręczy tronu.

Podaję mu alkohol.

 Zabił mi matkę, ale w sumie jestem tu, dlatego że to zrobił. Teraz zobaczyłam jeszcze jak płacze. Jestem szczęśliwa i spełniona jak nigdy –  uśmiecham się.

 –  Cieszy mnie to, Rachel – całuje mnie w czoło na odchodne, zostaje po nim tylko pusty kieliszek.

 Ciągle znika, ale zawsze wraca, kiedy go potrzebuję.


– Rachel – słyszę słaby szept.

 Odwracam się w jego stronę, a strażnicy, dookoła mnie, stają na baczność. To tylko Sam. Spogląda na mnie twardym, przerażającym wzrokiem. Ma do mnie wyrzuty, znowu.

 –  Jesteś wkurzona, nie chce mi się z tobą gadać – oznajmiam protekcjonalnym tonem, byleby ją odstraszyć.

 Na twarzy dziewczyny pokazuje się grymas obrzydzenia.

 –  Proszę cię, odpraw strażników i porozmawiaj ze mną. –  niemalże płacze –  To ważne.

 Okay – mówię ostrożnie, po czym wyrywam strażnikowi broń –  ale to zabieram ze sobą.

 Siedzimy w jakimś zaułku. Dużo ich tutaj, można dostać bólu głowy. Mierzę do dziewczyny.

 –  Wpakowałaś wszystkich w niezłe bagno. Jesteś marionetką, a ja jeszcze raz spróbuję przemówić ci do rozsądku, bo nie chcę walki, która nadchodzi- zaczyna. 

 Opieram się wygodnie o ścianę, jednak wolę nie opuszczać broni. Może udzieliła mi się paranoja władców, z którymi miałam do tej pory do czynienia. Może to takie zaburzenie ludzi posiadających wysokie stanowiska. Nie obchodzi mnie to za bardzo. Sam kontynuuje przemowę.

 –  Zło cię omotało, dzieją się naprawdę okropne rzeczy. Lucas też jest zagrożony. Wszyscy są.


            Spoglądam na nią, jakbym nic nie rozumiała.

 –  Lucas? Kto to? Powinnam go znać? – oczywiście, że go pamiętam, ale jego imię nie znaczy już dla mnie zupełnie nic.

 –  Jaja sobie robisz? Dziewczyno, próbuję do ciebie dotrzeć, twój opór jest irytujący –  zawodzi blondyna.

Odbezpieczam broń. Z tego, co wiem, maszynka ta pozbawia diabły i anioły nieśmiertelności i wrzuca ja w jakieś wymiary pośrednie, gdzie dożywają swoich dni. Podoba mi się. Dziewczyna automatycznie się zamyka. Nie chce mi się z nią dyskutować. Wlepiam wzrok w dziewczynę. Jej blond włosy opadają na grubo pokrytą makijażem twarz. Na rękach ma pełno bransoletek, zakrywa blizny, odruchowo sięgam  ręką do piersi. Dlaczego ja nie mam nawet śladu? Nieważne, Sam wygląda jak lalka, a ja takimi gardzę. Spokojnie potrafię ją sobie wyobrazić łapiącą samochody na rogu ulicy. Prycham, gdy oczami wyobraźni widzę ten obraz.

 –  Rachel, słuchasz mnie? –  pyta.

 Zupełnie się wyłączyłam, wydawało mi się, że siedzimy w ciszy. Jednak mam świadomość, że nic nie straciłam, ona ciągle pieprzy o tym samym, już mi się znudziło. Spoglądam na nią twardo, przygotowując broń do strzału.

 – Nie, kurwa, przynudzasz, Samantho. Nie zamierzam cię już więcej słuchać –  strzelam, ale diablica dematerializuje się, unikając ciosu.

 Rozluźniam się i siedzę tak przez chwilę, następnie wstaję i dumnym krokiem wracam do straży, czarna  sukienka ciągnie się po ziemi.


Coś się stało. Zrywam się z łóżka. Słyszę niepokojące dźwięki dochodzące z zewnątrz. Serce bije mi jak oszalałe, mam problem z oddychaniem. Nie wiem czemu, ogarnia mnie wrażenie, że powinnam uciekać. W pokoju jest więcej straży niż zwykle, Kenji’ego nigdzie nie widzę. Słyszę krzyki, do pokoju wbiegają jakieś osoby. Nie znam ich, mają broń, patrzą na mnie, atakują. Kogo? Mnie? Co chcą zrobić? Kim są? Gdzie Kenji? Jedna z postaci strzela, strażnik zasłania mnie własnym ciałem, po czym znika w odległym wymiarze. Zamykam oczy z nadzieją, że to tylko sen, kiedy je otwieram, w pokoju widzę martwe ciała. Przez drzwi wpada Kenji, kuca przy moim łóżku.

  Co się dzieje, ty ich zabiłeś? –  odzywam się, a diabeł kiwa głową – Co się dzieje?- ponawiam pytanie, czuję się trochę zagubiona.

 –  Nie wiem, byłem pewien, że pozbyłem się Lucyfera, ale chyba komuś wyżej się to nie spodobało. Jebane anioły, pieprzony Bóg, wspierają go. Do tego ta cholerna Samantha! –  odpowiada wyraźnie zmartwiony – Mam plan, trzeba tylko usunąć wszystkich od A do Z i zbudować świat na nowo, inaczej nic nie zrobimy. Nie myślałem, że tyle osób mnie nienawidzi. Sądziłem, ze tylko niegroźna garstka się przejmie. Zmoro, rewolucja to już przeszłość, teraz musimy wygrać wojnę. Najpierw stłumimy ten bunt, potem rozpalimy Ziemię, pogrążymy wszechświat w chaosie, dalej zajmiemy się siłami wyższymi- jest pełen zapału, ma wizję.

 Przytakuję mu kilka razy, a potem biegnę z nim.

 Chłodny wiatr owiewa moje nogi, kiedy pędzę przez korytarze w samym podkoszulku. Wybiegłam jak stałam, teraz w rękach trzymam broń i zmierzam ku wściekłemu tłumowi. Nagle czuję szarpnięcie. Ktoś mnie zatrzymał i ten ktoś pożałuje. Już mam strzelać, kiedy postać się odzywa.

 –  Stop, dziewczyno. Nie uważasz, że powinnaś coś na siebie nałożyć? To cholernie głupie, półnaga ty przeciwko uzbrojonym diabłom z bożym błogosławieństwem – Kenji.

Właściwie nawet o tym nie pomyślałam, ale brunet podsuwa mi buty, pomaga nałożyć czarną ramoneskę, zakłada ręce na piersi i wiem, że dopóki się nie uspokoję, nigdzie się nie ruszymy.


Jestem w środku Armagedonu. Sprzymierzeńców Lucyfera jest naprawdę dużo. Nie są to tylko diabły, widzę też anioły i…Lucy? Nie, to nie ona. Ona nie żyje. Zniknęła na zawsze. Walczę już dłuższy czas, nie bardzo potrafię się odnaleźć wśród tylu osób, ale jeszcze stoję.  Co chwilę ktoś pada, moje ubrania są brudne, podarte i przepocone. W użyciu jest każdy rodzaj broni, swój karabin już straciłam, a kiedy zrobiło się za duże zamieszanie, postanowiłam wziąć bardziej kontaktową  broń.

 Wymachuję nożami, udaje mi się kogoś ranić, raz po raz. Jestem w tym beznadziejna, jednak mam trochę fartu.

 Przeszywa mnie okropny ból. Wzdrygam się, z mojego ciała tryska krew, ktoś przyciska do mnie swoje ciało. Odwracam głowę, Sam, znowu Sam. Nagle się orientuję, mam klatkę piersiową przebitą krótkim mieczem. Krzyczę z bólu i frustracji.

 –  To dla twojego dobra, będziesz zadowolona – szepcze.

 Robi mi się ciemno przed oczami, nie mogę złapać powietrza, po chwili padam na ziemię. Kenji, pomóż mi! Proszę. Pomoc nie nadchodzi.


Już wszystko wiem, zobaczyłam. To jego wina. To on jest odpowiedzialny za to, co się ze mną działo. Przez niego podjęłam decyzję, to on szeptał mi w głowie, on wysłał Sam, która potem się zbuntowała, to on zabił Lucy. Cały czas siedział w moim umyśle omamiając mnie niczym hipnotyzer. Sam miała rację. Byłam głupia, jestem głupia. Umieram raz na zawsze.


Stoję przed lustrem w łazience. Co ja tutaj robię? Dlaczego, do cholery, jestem na Ziemi? Wszystko wygląda dokładnie tak samo jak przed moją śmiercią. Opieram ręce o umywalkę i spoglądam w lustro. Widzę w nim zmęczoną życiem, wychudzoną, wyniszczoną dziewczynę o przetłuszczonych, brzydkich, rzadkich włosach oraz czarnych, matowych oczach, które są jak ściana. Dziewczyna uśmiecha się.

 –  Chcesz to zrobić jeszcze raz?  Nikt nie obiecuje, że nie będzie tak samo albo gorzej. Dostałaś drugą szansę, kolejnych możesz nie dostać. Przemyśl to, zabić się możesz w każdym momencie swojego życia, pożyj jeszcze trochę, daj sobie pomóc. Poza tym jest chyba ktoś, komu także przydałoby się wsparcie, czyż nie mam racji? – ten głos należy do Sam.

 Jestem tego pewna, zupełnie nie pasuje do postaci z lustra, którą jestem. Dobrze wiem, że mówiła o Lucasie. Wiem też, że to całe życie po śmierci nie było wytworem mojej wyobraźni. Kenji też istnieje naprawdę, a teraz może być bliżej niż się wydaje. Znam już prawdę o nim i nie chcę go przy mnie, a diablica może znowu mieć rację. Kiedyś się zabiję, albo umrę młodo, wiem, że nie dane mi dożyć starości i założyć rodziny. Zresztą nie chcę tego. Póki co spróbuję pogodzić się z życiem, postaram się być dla Lucasa przyjaciółką, a nie kulą u nogi. Teraz, gdy wiem tyle o jego życiu, może będę w stanie go wesprzeć. Chociaż największym wsparciem będzie ogarnięcie wreszcie samej siebie.

 Ostatni raz, myślę sobie,  ostatni i od jutra zacznę wracać do żywych. Po prostu potrzebuję tego, chcę żeby przeżycia ostatnich miesięcy wypłynęły razem z krwią. Brzydzę się swoją naiwnością i tym, co zrobił ze mnie Kenji.  Rozcinam nożem rękę, przekątna linia na przedramieniu. Pomoże mi się skupić, a jednocześnie mnie nie zabije. Ktoś wyłamuje drzwi, wypuszczam nóż i opadam na podłogę. Nie ma kałuży krwi na kafelkach, czerwony płyn spływa mi tylko po ręce i odczepia się strupami od kolan. Ojciec podbiega do mnie. Płacze, słyszę jego szloch, kiedy mnie przytula. Ja też zaczynam płakać, mimo że ciężko odnaleźć mi jakieś łzy.

 –  Przepraszam, tato.




I oto koniec. Jednak, kto się martwi, niech przestanie, bo powstaje kontynuacja. Nie będzie publikowana pod tym adresem, niedługo stworzymy nowego bloga. Teraz, jak już wiemy z czym to ugryźć, może będzie mniej chaotyczny i bardziej dopracowany, tak jak nasze teksty. Podamy do niego linka, jak tylko powstanie. Poza tym, ostatnio, jak zajrzałam do tego, co tu opublikowałyśmy, trochę się podłamałam, więc zabrałam się za dogłębne poprawki, które zmienią niektóre relacje, wydarzenia i niektórych bohaterów. Mam ambicję, żeby doprowadzić ten tekst do względnej perfekcji i opublikować na nowo. Nie wiem, kiedy to się stanie, ale raczej liczyłabym w latach niż miesiącach, więc na razie zostańmy przy tym. Nie chcemy was zostawiać też z niczym, ostatnio zaczęłam bawić się YouTubem. Jestem komputerową amebą, ale lubię urzeczywistniać obrazy z mojej głowy, w związku z czym stworzyłam coś na kształt zwiastuna kontynuacji tego dzieła. Może ten link zaspokoi trochę waszą ciekawość.

Nie zapomnijcie o nas i do zobaczenia w kolejnej odsłonie. Wesołych Świąt! :) 



4 komentarze:

  1. W końcu jestem!!! Nadrobiłam zaległe dwa rozdziały :3
    Zacznę od końca, szkoda, że to już koniec, a jednak cieszę się, że powstanie kontynuacja :D nie mogę się doczekać!

    Bardzo się cieszę, że choć późno, Rachel przejrzała na oczy i zrozumiała kim był Kenji. Teraz tylko mam nadzieję, że z Lucasem i nią będzie dobrze :)
    Wgl, bardzo podobało mi się sformułowanie, że Kenji zawsze odchodzi, ale później wraca. Nie było to dla niej dobre, ale ukazywało to jak bardzo on uzależnił ją od siebie. A ten rozdział pokazał co z nią zrobił. Chociaż, może dzięki temu się czegoś nauczyła? ;P
    Wiedziałam, że ten sukinkot jest zabójcą jej matki, kiedy przeczytałam poprzedni rozdział, a w tym moja teoria się sprawdziła hehe. Moim zdaniem i tak go łagodnie potraktowała. Ja za to, co zrobił karałabym go i męczyła przez wieki. Trwoga, tumult, rozpacz i wzywanie Świętych, aby uwolnili go od męk, cierpień...

    To podsumowując całą Waszą powieść w jednym zdaniu: Interesujące dzieło pisarskie, które zachwyca i wciąga swoją fabułą i pokazuje też co z człowiekiem może zrobić złe towarzystwo oraz traumatyczne przejścia, z którymi nie można sobie poradzić.
    Jestem wdzięczna za to, że mogłam to czytać hahaha i bogatsza o kolejną cudną lekturkę o aniołkach i diabełkach :3

    Zwiastun, zaraz po opublikowaniu komentarza, lecę obejrzeć :D

    Pozdrawiam cieplusio, weny na kontynuacje dusio i przede wszystkim inspiracji :)
    PS: Jak zrobicie nowego bloga, to prosiłabym o link u mnie na blogu w SPAMie c:

    anielskie-dusze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okay. Zwiastun obejrzałam. I mam pytanie: czy Lucy jest tym duchem we mgle?
      Na Anioła :D nie mogę się doczekać!!!!!!
      Ciekawe też o jakim sekrecie Jess jest mowa... póki co nic nie przychodzi mi do głowy :P

      Pozdrawiam raz jeszcze i miłego :)

      Usuń
    2. Bardzo nam miło i cieszymy się, że Ci się podobało. Hmm...chyba mogę zdradzić, że tym duchem nie jest Lucy. Przepraszam, że dawno do Ciebie nie wpadałam, ale naprawdę nie miałam do tego głowy, postaram się nadrobić jak najszybciej.
      Mamy nadzieję, że o nas nie zapomnisz :-)

      Usuń
    3. :3
      Czyli będę się głowiła nad innym duchem, skoro to nie Lucy ;)

      Spokojnie, rozumiem, że czas nie jest niczyim sprzymierzeńcem :P
      Szkoła i inne obowiązki. Wpadniesz, kiedy będziesz miała czas :)

      Nie zapomnę :D nigdy w życiu!

      Usuń