piątek, 11 listopada 2016

Rozdział 30


Zaczęło się. Diabły z całego piekła gapią się w osłupieniu na bandę idącą przed siebie. Nikt nie wie, co się dzieje, co skłoniło nas do marszu, nikt nie reaguje, dopóki Kenji nie wyłania się z tłumu. Idzie na przedzie z rękami w kieszeniach. Na nikogo nie spogląda, nie wacha się, wygląda jak król i pan wszystkiego, mimo że niektórzy członkowie pochodu są od niego sporo wyżsi i potężniejsi. W końcu staje, a razem z nim zamiera wszystko wokoło. Dosłownie wszystko. Nie zatrzymał czasu, widzę spojrzenia wszystkich zebranych, widzę jak oddychają, mrugają, po prostu zamarli w bezruchu.

 – Drodzy umarli, Lucyfer się ze mną skontaktował i kazał wam przekazać, że nie będzie już władał piekłem… –  Kenji’emu przerywa krzyk zebranych. Wyłapuje słowa świadczące o dezaprobacie, podejrzliwości i zaniepokojeniu.

 –  Co, do cholery?! Dlaczego? –  z tłumu dał się słyszeć piskliwy głos.

 – Spokojnie, spokojnie – mówiąc to, Kenji poruszył rękami w uspokajającym geście. Jego głos zabrzmiał głośniej niż powinien. – Lucek dostał nową fuchę. Pan Bóg ma jakieś problemy i go potrzebuje. Nie znam szczegółów, dowiedziałem się dzisiaj i też jestem w szoku. Nie ma co się ekscytować, wola boska, te sprawy. Kazał przekazać wam jeszcze jedną wiadomość… – chłopak brzmi  bardzo wiarygodnie. Sprawia wrażenie z lekka zakłopotanego, jakby ta sytuacja była dla niego czymś nowym, ale przecież to świetny manipulant.

 Nagle w pomieszczeniu wszystko wybucha czerwonym dymem. Nic nie widać, słychać tylko głęboki, miły i łagodny głos. Głos, który przenika całe wnętrze. Słyszę szept chłopaka, który musi znajdować się całkiem blisko mnie. Czyżby to był głos Boga? Czekam na rozwój wydarzeń. Świadomość, że mam przyzwolenie na ucieczkę, dziwnie mnie uspokaja. Głos uspokaja wszystkich i zapewnia, że Lucyfer jest cały i zdrowy. Przekonuje nas, że władca piekła dostał awans i pozostanie przy Bogu. Dobrze wiem, że to kłamstwo, a całe to przedstawienie to mistyfikacja stworzona przez Kenji’ego. Nie rozumiem trochę, czemu nie zaczął rewolucji wcześniej i, co najważniejsze, beze mnie, w końcu organizacja jest świetna. Na koniec z sufitu zsypują się zwinięte kartki papieru listowego. Zgodnie z zapowiedzią głosu, jest to ostatnie rozporządzenie Lucyfera. Odwijam świstek i czytam. Już rozumiem. To byłoby trochę podejrzane, gdyby Lucyfer ustanowił Kenji’ego swoim następcą. Chłopak ma kiepską opinię, nieciekawą historię, a co najważniejsze, jawnie nie lubi się z eks-władcą. W rozporządzeniu jest wyraźnie napisane, że to ja mam zasiąść na tronie zamiast Lucyfera i moje zdanie ma być najważniejsze. Uśmiecham się. Wreszcie będę miała nad czymś kontrolę i będę mogła samodzielnie decydować. Jasne, pewnie Kenji będzie mi pomagał, jednak ufam, że nie będzie się zbytnio narzucał, da mi wolną rękę. Spoglądam na niego. Widzę, jak niespokojnie obserwuje tłum. A ja nadal mam ochotę uciekać. Nie jestem tu zbyt długo, jestem w bliskim związku z Kenji’m, a połowa pewnie nie zna nawet mojego imienia, to, że prowadzam się z najbardziej osławionym diabłem, wcale nie oznacza, że wszyscy mnie kojarzą. Mogą wybuchnąć jakieś zamieszki, jakiś bunt, albo po prostu nie będzie zgody.

Póki co jest jednak spokojnie, próbują zrozumieć, co się właśnie wydarzyło. Zauważam Sam, spoglądającą na mnie wzrokiem, który odbieram jako zawistny i zabójczy. Jasper też tu jest. Gdy odnajduję go spojrzeniem, stwierdzam, że nie jest tak źle. Wygląda na całkiem zadowolonego. Wypatruję kolejnych twarzy, które mogę kojarzyć, przerywa mi szarpniecie za ramię. Odwracam się przerażona i próbuję się wyrwać. Jakiś obcy chłopak nakazuje mi milczenie. Rozglądam się w panice, ale Kenji zniknął. Nieznajomy popycha mnie w stronę korytarza. Nie mam wyjścia, idę z nim. Kenji na pewno mi pomoże. Prędzej czy później, ale mnie nie zostawi. Jego misterny plan poszedłby się bujać, chyba, że o to mu chodzi. Może ma jakiś plan, o którym nic nie wiem? Podejmuję jeszcze jedną próbę ucieczki, ale chłopak jest silniejszy niż wygląda. Ma ostrzyżoną na łyso głowę, nie jest już nastolatkiem, ale nie może mieć więcej niż czterdzieści lat. Jego ubrania są czarne, a na nadgarstkach widzę tatuaże i zegarek. Po chwili facet ciska mnie przez próg do pokoju. Do mojego pokoju. Potykam się i upadam na podłogę. Chwytam się łóżka i oszołomiona wstaję. Odskakuję do tyłu, kiedy orientuję się, że na moim materacu siedzi postać nastolatka. Staram się uspokoić, to tylko Kenji.



 Wolałem usunąć cię z pola widzenia, zanim się połapali. Jutro wprowadzę cię w tajniki organizacji – mówi. – A, i lepiej zacznij się pakować, jeśli jest tu coś, bez czego nie przeżyjesz, bo wprowadzasz się do komnaty Lucyfera.

 –  Co z Lucyferem, jak wróci? –  przezornie wolę zapytać.

 –  A co ma być? Pozbędziemy się go raz na zawsze –  nie podoba mi się to ani trochę, jednak skoro już zaczęłam, nie wypada dezerterować.

 Jeszcze tego samego dnia, przeprowadzam się do Lucyfera. Kenji mówi, że to dla mojego bezpieczeństwa, ponieważ nawet on nie potrafiłby zapanować nad rozemocjonowanym, zdezorientowanym tłumem. Osobiście mam jednak wrażenie, że chodzi o coś innego, tylko nie wiem o co. Kocham go, naprawdę i po raz pierwszy kogoś kocham, ale coraz bardziej się go boję. Zaczyna realizować swoją wizję, ma coraz więcej tajemnic i coraz częściej traci panowanie. Mówi, że on też mnie kocha, dlatego pilnują mnie strażnicy, dlatego mam przeczekać „usuwanie” byłego szefa. Ma być jak najmniej hałasu i skandali, dlatego ja muszę zostać póki co pod opieką, chroniona przed światem. Nie uśmiecha mi się to, ale go rozumiem. Także się o niego martwię, ale chyba w trochę inny sposób niż on o mnie. Czuję coraz większe otępienie, przestałam się rzucać, pyskować, Kenji sprawił, że się uspokoiłam, nie ma już sensu z nikim walczyć, już nie mam po co. Mam ludzi którzy za mnie myślą, którzy się o mnie troszczą, jestem kochana, jestem bezpieczna. Mogę już odpocząć. Ufam Kenji’emu, on wie, co jest najlepsze dla wszystkich. Codziennie tracę cząstkę siebie, ale to dobrze, tracę emocje, dzięki temu przestaje mnie boleć, dzięki temu zapominam. Pozwalam, żeby dziwne uczucie wypełniało mi umysł, a brązowo-czerwone oczy go otępiały.

 Lucyfer zniknął. Kenji nauczył mnie, co mam robić i mówić. Nauczył mnie być królową. On zajął posadę mojego nauczyciela i doradcy. Dał mi coś, dzięki czemu jestem znowu w stanie myśleć. Czasem powraca otumanienie, ale chłopak mówi mi wtedy, co robić, a ono mija. Czuję się jak władczyni, czuję moc, widzę jak wszyscy na mnie reagują. Nawet Sam spokorniała. Jest zupełnie jak w wizji, którą Kenji ukazał mi na początku naszej przygody. Czuję się szczęśliwa, niezależna i silna. Zgadzam się, żeby to trwało wieczność. 

 Siedzę w zorganizowanej przez armię Kenji’ego Sali tronowej, mam tu wszystko czego mi potrzeba, z głośników leci muzyka, którą JA lubię, otaczają mnie MOJE obrazy, w ręku trzymam alkohol. Co jak co, ale od tego się nie odzwyczaję, to nawyk. Chyba jestem jedyną diablicą z nałogiem.  Niezłe osiągnięcie, nie powiem. Nagle dzieje się coś, co burzy mój spokój, wchodzi mężczyzna w towarzystwie dwóch strażników, za nimi naturalnym, dumnym krokiem, zbliża się dobrze mi znany brunet, który przelotnie spogląda mi w oczy, jakby próbując wyczuć sytuację. O dziwo wszystko rozumiem, wiem kto przeszedł przez drzwi i dlaczego. Nowi martwi zawsze wchodzą ze strażnikami, jednak ten nie żyje od bardzo dawna. Zastanawia mnie, gdzie dotychczas się podziewał, zabił bliską mi kobietę, przez niego się tu znalazłam, był okropnym oblechem, zabiłam go, nie mógł być w niebie, więc gdzie był?  





Dawno się tu nie ujawniałam, ale chciałam przeprosić za zaniedbywanie blogów, które do tej pory regularnie czytałam, a także tych, które pojawiły się w zakładce "spam" i które miałam zamiar przeczytać. Niestety, póki co, ani ja, ani moja koleżanka, nie mamy do tego głowy, ani czasu. Nawet pisanie przychodzi z trudem. Postaram się wszystko uporządkować i nadrobić przez święta.

1 komentarz:

  1. Wszystko dzieje się bardzo szybko. Rozdział fajny, dużo się w nim wydarzyło. Jest chyba dłuższy od wcześniejszych mam wrażenie ;)
    Jak dla mnie Kenji nią manipuluje, a ona biedna jest tylko marionetką ;)
    Czekam na następny- Ola

    OdpowiedzUsuń