sobota, 15 października 2016

Rozdział 29


Siedzimy z Kenjim na łóżku, oparci o ścianę w pokoju.

– To jak? Możemy wrócić do tematu rewolucji? – pyta diabeł.

 Opieram głowę na jego ramieniu i przymykam oczy.

– Możemy.

– Lucyfer to bóg, ma władzę, ale my mamy sojuszników i resztki mojej mocy. Wystarczy zaatakować w odpowiednim momencie. Obecnie nie ma go w piekle. Obgaduje coś ważnego z Michaelem i Bogiem. Może zabójstwo Lucy. Nie wiem, w każdym razie nie będzie go przez jakieś dwa, ewentualnie trzy dni – Kenji uśmiecha się łobuzersko – i kiedy wróci, ty będziesz już siedziała na tronie. Zmusimy go, by również się pokłonił, a potem będziesz mogła z nim zrobić, co tylko zechcesz.

– Co zrobimy z przeciwnikami? – pytam, a on spogląda na mnie jak na największą idiotkę. – No co, chcę wiedzieć – podnoszę głos, odsuwając się od niego.

– Nie martw się nimi, wszystko już obmyśliłem. Nie wychodź stąd, okay? Masz tu jakąś rozrywkę – pstryka palcami.

 Pstryknięcie to tylko forma ostrzeżenia, niedawno odkryłam, że czary działają i bez tego. Po chwili w pokoju pojawia się półka z książkami oraz tak zwany „kącik plastyczny”. Zaraz, zaraz, czy on chce mnie tutaj zamknąć?

– Czemu to robisz? – w moim głosie słychać niepokój.

– Co robię, Rachel? – spokój i łagodność dają w tym momencie dosyć upiorne wrażenie.

 Przełykam ślinę.

– Nie zgadzam się, nie będę tu siedziała całymi dniami – protestuję.

– To dla twojego bezpieczeństwa.

 Prycham.

– Kiedy przestaniesz wciskać mi te żałosne gadki. Błagam cię, bądźmy poważni. Idę z tobą – oznajmiam.

 Widzę, że diabeł chce coś powiedzieć, ale mu na to nie pozwalam. Wychodzę z pokoju.

 – Kiedy się stałaś taka…wiesz, o co mi chodzi – Kenji wychodzi za mną.

­– Mam już dosyć tego, że wszystko mnie omija – uśmiecham się. –­ Prowadź.

Nigdy nie wpadłabym na to, że piekło ma piwnicę, a jednak. Zeszliśmy niżej pod ziemię. Tak jak przy wyjściu z piekła dominują kolory szary i czarny, a w samym piekle – czerwony, tak tu wszystko ma pomarańczowy poblask. Diabeł łapie mnie za rękę. Stajemy na środku wielkiej, błyszczącej oranżem pustki. Unoszę brodę i dostosowuję się do jego dumnej pozy. W mgnieniu oka, zupełnie znikąd, zaczynają pojawiać się postaci. Są w każdym wieku, każdej płci, rasy. Niektóre nawet nie są diabłami. 

– Dobra, rozumiem, że udało ci się przekonać mnie, ale skąd wytrzasnąłeś ich? – macham ręką w kierunku kilku prowizorycznych, ale mrocznych oddzialików.

– Każdy z nich pragnie agresji i zemsty, trzeba umieć to wykorzystać. Emocje są do dupy, ale ułatwiają pracę wielu istotom, szczególnie w zaświatach.

Przyglądam mu się uważnie. Wygląda tak, jakby planował to wszystko od dawna. Kieruję spojrzenie znowu w kierunku tłumu. Jeden chłopak szczególnie przykuwa moją uwagę. Wygląda bardzo znajomo, jestem przekonana, że go znam, tylko nie wiem skąd. Niemal podskakuję z zaskoczenia, kiedy Kenji dotyka mojego podbródka. Wygląda twardo i chłodno, wiem, że powie teraz coś ważnego i zdecydowanie nie zniesie sprzeciwu.

– Posłuchaj mnie uważnie, zmoro. Bądźmy szczerzy, mimo całego mojego uczucia względem ciebie, czasem zachowujesz się jak wrzód na dupie. Ostatnio zaczęłaś się stawiać i robić głupie rzeczy, co nie bardzo mi się podoba, więc ustalmy kilka rzeczy. Trzymasz się z boku, nie ingerujesz, jeśli nie będzie to konieczne, kiedy mówię, że masz wiać, wiejesz. Teraz musisz mi obiecać, że jeśli dam ci broń, będziesz zabijać innych, a nie siebie – mam wrażenie, że jedno złe słowo, zły ruch, a przesiedzę wieczność zamknięta w pokoju.

– Rozumiem – odpowiadam.

– A obiecujesz? – odruchowo spuszczam głowę.

 Nagle moje ręce wydają się bardzo interesujące. Diabeł szarpie jedną z nich.

 

– Obiecujesz? – naciska.

– Obiecuję.

– W porządku – kąciki jego ust unoszą się w łobuzerskim, ale  przyjaznym uśmiechu. 

 Po chwili trzymam w dłoni sztylet, a chłopak wkłada mi za pazuchę skórzanej kurtki pistolet. Przy okazji przytula mnie i przyciska swoje wargi do moich. Kiedy wszyscy ruszają przed siebie, tracę go z oczu.

 W tłumie udaje mi się odnaleźć znajomego chłopaka. Podchodzę do niego.

– Czy my się już kiedyś nie spotkaliśmy? – pytam, siląc się na luz i pewność siebie.

Ciemnowłosy chłopak, który do tej pory miał wzrok wbity w ziemię, podnosi głowę. Jego oczy są jasne, a skóra blada. Jest naprawdę chudy, jakby był anorektykiem. Może był? W końcu nie jest tu bez powodu.

– Nie sądzę – burczy.

Idę z nim ramię w ramię, bardzo czuć od niego nikotynę oraz alkohol, a rękawy jego bluzy są rozciągnięte i zwisają bezwładnie. Ręce mu drżą, cały drży. Na pewno go znam. Dałabym sobie głowę uciąć.

– Jak masz na imię? – dopytuję, nie mogę dać za wygraną, bo oszaleję.

– Nathan – już nawet na mnie nie patrzy.

– Kiedy i jak zginąłeś? Skąd się tu wziąłeś? – nie potrafię odpuścić, chociaż głupio mi z tego powodu.

– Naprawdę uważasz, że to dobre pytania? – mogłabym przysiąc, że ten nieartykułowany dźwięk na końcu, to śmiech.

Rumienię się.

– Nie bardzo pamiętam śmierci, byłem pod wpływem wielu środków odurzających. Wydaje mi się nawet, że umarłem bez koszulki – znowu śmiech – pamiętam tyle, że miałem zjebane życie, że byłem wrakiem emocjonalnym, a pewnego dnia ktoś, jakiś głos w głowie, po prostu mnie wykończył – gdy zerka na mnie, dostrzegam ponury uśmiech.

Cholera, to nie może być on. To na pewno nie jest ten chłopak. Sam nie mogła przyczynić się do jego śmierci. Wspomnienia ze stróżowania wracają. Ona zawsze była diablicą, a ostrzega mnie przed Kenjim. Jakim prawem?

 

 

 

1 komentarz:

  1. W końcu rozdział :D
    I jak zawsze emocje Rachel są fajnie i wystarczająco opisane. Nie rozpisujesz się, a wszystko jest przekazane widoczne :P
    Btw. Ale do rozdziału XD
    Kenji powiedział coś czego raczej bym się po nim nie spodziewała XD "jesteś czasem jak wrzód na tyłku".
    Jak dla mnie świadczy to o tym, że rewolucja jest dla niego nader wszystko ważna i strasznie mu się do niej spieszy. I mimo jego uczucia do Rachel (choć nadal wątpię ze jest ono prawdziwe) zrzuciłby je gdzieś, aby doprowadzić rewolucję do końca.
    I czuje że Rachel coś zrobi i wyląduje w tym pokoju pod kluczem XD

    I bardzo, ale to bardzo spodobało mi się jak Kenji mówił, że teraz to Lucyfer się pokłoni.
    Podoba mi się to, gdyż jest to wzięte z Biblii. Lucyfer nie chcial się pokłonić i został strącony.
    Uwielbiam wrzutki Biblijne :3

    Czekam do następnego!!!
    Pozdrawiam, weny, inspiracji i ciepłych dni :P

    anielskie-dusze.blogspot.com
    cieniste-senne-marzenia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń